Kiedy byłem mały, mieliśmy przyjaciela Ricoré. Dlatego my, Francuzi, nie będziemy w stanie pouczać tej nowej anglosaskiej tendencji do serwowania espresso swoim dzieciom, babyccinos. Jeśli babyccino istnieje już od jakiegoś czasu w Australii, to do tej pory było to mieszanka spienionego mleka i syropu czekoladowego upiększonego imbirem, coś w rodzaju namiastki espresso, która pozwala dzieciom dzielić się kawą z rodzicami. Dzisiaj babyccino nieco się rozwinęło i na Brooklynie serwujemy babyccino, do którego dodajemy porcję kawy bezkofeinowej i które można spożywać, gdy tylko osiągniemy wiek dwóch lat. Lekarze oczywiście byli pytani o tę nową praktykę i zapewniają, że dawka kofeiny jest niewielka, a zatem bezpieczna, nawet podając, że jest jej mniej niż w puszce napoju gazowanego (nie komentowałbym nawet tego porównania. które obejmuje dwuletnia soda pitna).
Dlaczego i tak tego nie lubię?
Nie byłaby to więc nawet kwestia zdrowia (por. przyjaciel Ricoré). Ten pomysł z oferowaniem espresso skierowanego do dzieci niepokoi mnie z dwóch powodów. Najpierw jest ten nieprzyjemny zwyczaj przekształcania naszych dzieci w małych dorosłych: przedstawiamy małe dziewczynki pijące razem jedzenie dla niemowląt w kawiarni i mamy scenkę z „Seksu w wielkim mieście” w miniaturze. Wtedy zdziwimy się, że te urocze blond głowy za pięć lat wydzielają chęć do noszenia stringów. A rodzice narzekali: „Och, młodzi ludzie dzisiaj!” natomiast aby znaleźć winowajców, powinni raczej spojrzeć w lustro. Jeśli dorastają tak szybko, to dlatego, że dajemy im środki i czasami sprawy wymykają się spod kontroli. Kiedy wymyślimy Meetic Junior i Ricard dla małych dzieci, będzie już za późno na zmartwienia. I szczerze mówiąc, dzieci mają lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie cicho przy stole, popijając espresso z uniesionym palcem i dyskutując o następnych wyborach prezydenckich (na granicy, jeśli naprawdę chcą to zrobić, jest na to kącik jadalny). Losowo: skakać obiema nogami w kałużach, biegać za gołębiami, kopać stertę martwych liści, wystawiać język… Krótko mówiąc, wszystkie te rzeczy, których nie odważysz się już robić jako dorosły. Po co psuć im tę przyjemność? Nie mówię, że bariera między dzieciństwem a dorosłością jest hermetyczna, ale do wyboru wolałabym raczej włożyć rękę do paczki Haribo córki niż podzielić się z nią espresso (już nakłuwa mi kostkę czekolady. ). My dorośli mamy przywileje, których dzieci nie mają i to też sprawia, że chcą dorosnąć. Drugi całkowicie subiektywny i samolubny powód: kawa, trzymam ją dla siebie! Nie wolno nam już palić i musimy pić z umiarem. Jeśli dodatkowo idąc do kawiarni musimy uważać na swój język, bo przy sąsiednim stoliku serwujemy babyccinos, zastanawiam się, gdzie w końcu będziemy mogli swobodnie prowadzić swoje dorosłe życie. Kluby swingersów będziemy mieli tylko między dorosłymi i przyznaję, że jestem tym tylko trochę podekscytowany.
O ile nie doceniam tego, że właściciel restauracji upomina mnie pod pretekstem, że nie ma miejsca na mój wózek, gdy pokój jest pusty (bo ewidentnie bierze mnie za idiotę), to chcę dalej móc opowiedzieć o moich problemach seksualnych * z koleżankami przy kieliszku Chardonnay bez kelnera przerywającego mi słowami „Proszę Panią, są tu dzieci, które konsumują swoje babyccino i które obrażają się na Twoje słowa”. Uwielbiam moje dzieci i lubię spędzać z nimi czas, ale kiedy wychodzę, to jest właśnie ucieczka i możliwość rozmowy jak dorosły o dorosłych rzeczach z dorosłymi. I nadal mam dzieci, więc jestem raczej wspaniałomyślna, gdy spotykam innych rodziców przepraszających za przebywanie z ich dziećmi. Kiedy widzę matkę walczącą z potomstwem krzyczącym w pociągu, nie wzdycham, uśmiecham się do niej pocieszająco, bo rozumiem jej przerażenie. Więc jeśli ten pomysł na babyccino mnie przeraża, to nawet nie wyobrażam sobie, w jakim stanie nieładu mogą się znaleźć dorośli, którzy nie mają dzieci! Tym razem nie będziemy mieli już prawa do westchnień, ale do prawdziwych przejawów nienawiści do naszych dzieci i szczerze mówiąc, będziemy tego szukać! Jak mówimy w domu "Wszyscy w domu i dzieci będą lepiej wychowani" … czy coś w tym stylu! ** Oczywiście nie mam żadnych problemów seksualnych, tylko po to, żebyście zrozumieli ten pomysł… Źródła: Courrier Picard, Brooklyn Paper i cały internet.