Spotkanie z Françoise Lacaze, twórcą Jardin de la Grenouillère

Spisie treści:

Anonim

Dajemy się ponieść temu żywemu ogrodowi miłości i świeżej wody

Françoise Lacaze od 10 lat otwiera nam drzwi swojego bajecznego ogrodu. Ogród zen, położony w miejscowości Essarts-le-Roi, w Yvelines, gdzie panuje spokój i cisza. Ale przygoda zaczyna się na długo przedtem, a właścicielka opowiada nam dzisiaj historię swojej małej przystani spokoju. Inspirujący spacer z elementami japońskimi.

Opowiedz nam o swoim pochodzeniu…

Początkowo w ogóle nie byłam przeznaczona do ogrodu. Studiowałem farmakologię i miałem pracę, która mnie zafascynowała. W 1988 roku, kiedy nabyliśmy dom, po profesjonalnej przeprowadzce, nie wiedzieliśmy nic o tej ziemi, tym polu, tym bagnie, które dziś otacza posiadłość. Przecinany przez Yvette park o powierzchni 2500 metrów kwadratowych nie wydawał się być idealną domeną. I odkryliśmy to jakiś czas później, próbując sadzić nasze pierwsze krzewy.

Jak więc powstał Twój ogród, jaki znamy?

Z dużą cierpliwością i wytrwałością. Musieliśmy osuszać ziemię, wyrzucać ją z wody o każdej porze roku. Przez długi czas pracowaliśmy bardzo ciężko. Ale zarządzanie zakładem zawsze było bardzo skomplikowane. W 1998 roku wezwaliśmy architektkę krajobrazu Sonję Gauron do stworzenia zupełnie nowej orientacji w ogrodzie, w którym woda nie jest już wrogiem, ale przyjacielem. Następnie kopiemy 3 baseny, organizujemy ewakuacje, a przede wszystkim sadzimy rośliny dostosowujące się do sytuacji. Zaadaptowane rośliny i lepiej kontrolowana gleba pozwolą Grenouillère w końcu rozkwitnąć!

Dość ciężki projekt, co cię wyróżniało?

To prawda, że wdrożenie było długim procesem. Dopiero rok po remoncie, kiedy było jeszcze wszystko do zrobienia, straciłam męża. Ogród powstał tylko na jednej czwartej jego powierzchni. Ale dla nas chciałem dokończyć ogród, ożywić go przez niego. Następnie przerwałem swoją główną działalność, aby całkowicie zanurzyć się w ogrodnictwie. Kontynuowałem kształtowanie go trochę bardziej każdego dnia. Zasadziłem co najmniej 1500 roślin i czasami zmieniałem projekt, gdy nie podobało im się dane miejsce. Dziś mam ponad 2000 gatunków roślin, a ogród, który uważałem za terapię, stał się pasją. Dobry uczeń, wytrwałem, aby było to miejsce, w którym nigdy nie jestem naprawdę sam …

Ale tak naprawdę nie jesteś, twój ogród jest bardzo zajęty …

Pierwotnie nie przeznaczyłem na wizytę mojego prywatnego ogrodu. Otwieram ją tylko w niektóre weekendy, od wiosny do jesieni. Nadal zapraszam grupy w tygodniu, najczęściej obcokrajowców lub architektów krajobrazu, na wycieczki z przewodnikiem iz którymi bardzo ciekawie się rozmawia. Porady od osób prywatnych są nieocenione. Poza tym co prawda otrzymuję na sesje ślubne lub inne uroczystości. A ogród jest dostępny przez cały rok dla malarzy, na ogół instaluje się go pod zadaszonym korytarzem, jak dojo. Wreszcie, zawsze w duchu tradycji azjatyckiej, organizuję też pokazy japońskiego łucznictwa Kyudo.

To prawda, że naprawdę można poczuć ten japoński klimat w swoim ogrodzie, skąd on się bierze?

Jestem całkowicie zakochana w Asi. W tym czasie mój dziadek miał pasję do Japonii i myślę, że przekazał mi ją – zwłaszcza gdy zabrał mnie do japońskiej wioski ogrodu Alberta Kahna w Boulogne. Potem czerpałem z własnych doświadczeń, odbyłem wiele podróży. Ale od samego początku chciałem nadać mojemu ogrodowi prawdziwą tożsamość. Bawiłem się wodą, stawami, mostami, aby odtworzyć tę typową atmosferę. Później stopniowo dodawałem kiosk, latarnie, rzeźby, herbaciarnię… Przycinałem drzewa po japońsku, jak moje pierwsze bonsai. Spokój, szum hipnotycznej wody sprzyjają medytacji i to właśnie ta filozofia szczególnie mi się podoba. Niech natura żyje wokół siebie, nie przeszkadzaj jej i korzystaj ze wszystkiego, co może nam dać. Więc patrzę, jak mój ogród rośnie, flora i fauna żyją na co dzień… To ostatecznie bardzo przyjemne i uprzywilejowane miejsce. Więcej informacji na http://www.jardin-lagrenouillere.fr/